Jak wygrać Sensas Challenge?

Zwycięzca Sensas Challenge 2015, Marcin Kostera, opowiedział nam jak finałowe zawody na Warcie w Poznaniu wyglądały z jego perspektywy i jak udało mu się je wygrać. Zapraszamy do przeczytania artykułu autorstwa tegorocznego mistrza i bardzo dziękujemy mu za szczegółową relację!

 

Jedna z pięknych ryb złowionych przez Marcina

 

Tegorocznym miejscem rozgrywania Finału Sensase Challenge, była Warta w Poznaniu. Miejsce doskonale znane zawodnikom z powodu rozgrywania na niej mnóstwa zawodów. Nie ukrywam, że układając swój kalendarz startów, bardzo się ucieszyłem z powodu rozgrywania finału na wodzie bieżącej. Najpierw jednak trzeba było zdobyć eliminację. Prawo startu w finale zdobyłem na eliminacjach w Oświęcimiu. Przed wyjazdem na finał razem z Łukaszem skrupulatnie planowaliśmy cały wyjazd. Niestety ze względów czasowych nie mogliśmy przyjechać wcześniej na treningi, pozostał więc trening oficjalny oraz zawody. Nie przyjechaliśmy jednak „zieloni” ponieważ dużo informacji można znaleźć w internecie , oraz od znajomych ( w tym miejscu ukłon w stronę Maćka Kasztelana ). Wspólnie ustaliliśmy taktykę na 3 dniowy wyjazd. Odpowiednie korekty „kosmetyczne” przeprowadziliśmy po piątkowym treningu.

Pierwsze obraz jaki zobaczyliśmy po przyjeździe to niski stan wody, tegoroczna susza dała o sobie znać także w Wielkopolsce. Jednak według zapewnień miejscowych ryb jest pod dostatkiem. Przede wszystkim ładnych krąpi 200-300gr, sporadycznie trafiają się leszcze. M. in. dzięki takim informacjom ułożyliśmy plan łowienia i nęcenia. Przygotowaliśmy po 2kg słodkiej zanęty leszczowej o drobnej granulacji oraz 10kg gliny rzecznej górka. Wszystko lądowało do jednego kotła, stopień sklejenia regulowaliśmy klejem oraz wodą. Jako wsad „robaczany” posłużył jokers, czerwony robak, kaster oraz mrożone białe robaki. Ilość robaków miała spore znaczenie, dlatego na tym się skupiliśmy na treningu.

 

Łukasz ze swoją zobyczą

Miejsce do łowienia wybieramy przypadkowo, mniej więcej na środku sektorów. Uciąg nie był specjalnie duży dlatego rozkładamy lizaki o gramaturze od 3 – 9 gr. W odległości 13m jest około 1,4m głębokości, tak więc idealnie do łowienia. Środek sektorów to także możliwość obserwowania innych zawodników ponieważ w około rozwija się sporo osób. Będzie więc można porównać jak idzie innym. Przez pierwsze 30 min po zanęceniu od razu wpasowują się krąpie. Po pewnym czasie brania tracą na intensywności, a powodem są brzany…. Udaje nam się wyjąć 2 sztuki, a 3 się spinają. Donęcanie pomaga i ryby znów wracają. Wnioski po treningu sugerują taktykę na sobotnią turę. Dużo zależało od losowania, które na rzece ma spore znaczenie. Zamykające numery, są niewątpliwym handicapem. Los rzucił mnie do sektora A, stanowisko 8 czyli prawie środek. Rozłożenie przebiegło bardzo sprawnie i szybko. Wcześniejsze gruntowanie pozwoliło mi znaleźć małą rynienkę w której położyłem kule. Zanętę ograniczyłem do 1kg na rzecz robaków w czystej glinie. To jedyna zmiana jaka zaszła po treningu. W sumie wyszło około 17 litrów mieszanki gliny z zanętą. Zestawy zawisły te same co w piątek czyli lekko 3 – 9 gr. Początek łowienia wygląda znakomicie, praktycznie co wstawienie krąp ląduje w ręku. Sielanka trwa około 1h, po tym czasie tempo wyraźnie spada u mnie jak i u sąsiadów. Donęcanie serią kulek pomaga – ryby wracają. Ostatnie dwie godziny to już niestety techniczne łowienie, dopiero idealnie poprowadzony zestaw prowokował ryby do brania. Pojawiają się także bonusy w postaci leszczy (do 1 kg) i około 500g płoci. Łowiący niedaleko Marcin Stańczyk wyjmuje wymiarowe brzany, które wysoko windują łowcę w sektorze. Dokładnie po 4 h kończymy łowienie i czekamy na wagę. Od przechodniów dowiaduję się, że wyniki oscylują w granicy 6 – 7 kg. Cieszę się gdy na wadze widzę magiczne dwie cyfry, wynik ponad 10.000 pkt daje mi zwycięstwo w sektorze A. Parę chwil po ważeniu dzwoni Łukasz który chwali się wynikiem prawie 25 kg !! Cieszę się bardzo bo to oznacza, że taktyka się sprawdziła. Troszkę szczęścia w losowaniu (rybne sektory) spowodowały, że kończymy pierwszy dzień z dwoma jedynkami.

 

 

Przygotowania do drugiego dnia przebiegają identycznie. Zakładamy, że ryb jest sporo więc liczymy na dobre losowanie. Łukasz ze względu na preferowane stanowisko losuje środek sektora B, ja przedostatnie stanowisko w sektorze E. Licząc na obfity połów i mając dobre stanowisko, zmieniam proporcje gliny z zanętą. Więcej spożywki ma zatrzymać krąpie na dłużej w łowisku. Niestety rzeczywistość zaskakuje wszystkich zawodników. Coś niewytłumaczalnego stało się z Wartą, przez dwa dni była niczym róg obfitości. W niedziele ryb jest jak na lekarstwo. Pierwsze 30min siedzę bez ryby, podobnie jak większość zawodników. Sięgam asekuracyjnie po uklejówkę, odławiam parę uklejek i kiełbi. Niestety ryby są małych rozmiarów i na domiar złego co chwilę odskakują. Z informacji za plecami wiem, że w sektorze padł spory jaź i parę pojedynczych krąpi. Pływanie na pełnej tyczce nie przynosi jednak nawet jednego, najmniejszego brania. Czarę goryczy przelewa kajakarz który wypada z kajaka w moim łowisku…. Szukając rozwiązania nęcę skróta szukając okoni bądź innych drobnych ryb. Decyzja okazuje się strzałem w dziesiątkę, wkrótce łowię pierwszego okonia i płotkę. Systematycznie donęcając i wręcz „polując” na pojedyncze ryby, do końca zawodów łowię 20 okoni i jedną płotkę. Wynik 2795g uznaję za znakomity, szczególnie w tak trudnych warunkach. Radość jest tym większa gdy dowiaduję się, że z dwoma jedynkami udaje mi się wygrać cale zawody! Łukasz niestety musiał zmagać się z bezrybna strefą i punktować kiełbiami. Jedna większa ryba dawała by mu 3 sektorową, niestety nie padła – tak niestety bywa.

 

Zwycięzca na podium!

 

Całe zawody można podsumować na duży plus. Losowanie z ręki, oraz system argentyński zmniejszyły przypadkowość wyniku do minimum. Ernest jak zawsze przykłada sporo uwagi, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Przekłada się to na naprawdę liczny finał, na którym co roku startuje około 80 osób, o ilości osób w eliminacjach nie wspomnę. Mam nadzieję, że za rok również będzie mi dane wziąć udział w finale.

Pozdrawiam

Marcin Kostera

 

 

 


 

Artykuły

Wywiad ze zwycięzcą Grand Prix Polski 2018 Sławomirem Tomczakiem
Jak wygrać Finał Feeder Tech? Zapytaliśmy o to Bartka Mizerę, zwycięzcę tegorocznej edycji. O to co nam opowiedział o tych trudnych zawodach.
W tegorocznym finale Sensas Feeder Tech na łowisku Przystanek Stawy w Grębowie zwyciężył Zbigniew Duda. Zapraszamy do przeczytania jego relacji!

Strony